Czasem szczęście ma proste odcienie.
Dać Ani foremki do wykrajania ciastek i popołudnie wypełnione uśmiechem :)
sobota, 16 listopada 2013
sobota, 9 listopada 2013
Samotnia z której można się wydostać.
Halo,halo
czy jest tu ktoś?
cichosza
Tylko ja.
Lata anoreksji.
Lata po brzegi zapełnione zapachem pustki.Alienacja rozszarpująca życie na pojedyncze słonogorzkie drobiny osiadające na rzęsach,wżerające się w policzki niczym kwas.
Zatruwające chęć do życia.
Niczym chmura nabrzmiałego gradowego deszczu unosząca się samotność nad naszym horyzontem.Przez pory skóry przenika.
Dotyka.
Oplata wnętrze i niczym trucicielski bluszcz owija sieci plastyczne mózgu tworząc z nich zbiorowisko niespójnych i niespokojnych myśli.
Ciągłe rozdrażnienie,zmęczenie,strach i złość rozpościerajcie się na skroś naszego życia przesłaniające bukoliczny pejzaż jutra.
Brak autentycznego ciepła i miłości pielęgnowało we mnie poczucie bezradności czy cierpienia nawet,
Chroniczne poczucie przegranej powodowało proces kurczenia mej osobowości.
A w wyniku auto-minimalizacji coraz bardziej odcinałam się od świata i ludzi,zachowywałam do nich emocjonalny dystans jednakże czując ogromną potrzebne bycia wśród z nich.
Niekończące się poczucie gorszości...wykluczenia ze społeczeństwa.
Nie raz czułam się jako samotna planeta krążąca po opustoszałych orbitach nie mogąca znaleźć właściwej drogi prowadzącej do innych.
Tak jakbym stała za ciężką szybą oddzielającą mnie od ludzi...widziałam...ale nie słyszałam...chcąc dotknąć napotykałam się na pusty brzęk szklanej tafli.
Wycofana z aktywnego życia pozbywałam się stopniowo wszelkich ambicji, potrzeb.
Zdecydowałam się nie marzyć
Stałam się jałowym, wymarłym produktem wegetującym w czterech ścianach pokoju.
Szklanej komnacie w pałacu śniegu….przemarznięta do szpiku kości leżałam pośród tej dziwacznej nicości..czekając aż zamarznę albo aż ktoś mnie przytuli.
Przez większość lat mej choroby żyłam w totalnej samotności..samotności,która tak bardzo bolała..która sprawiała ze chciałam już się nie obudzić...moje życia było czekaniem i tęsknotą...za czymś...za kimś kto wyrwie mnie z tego chorobowego letargu i poruszy do życia…
Jednakże tak bardzo bałam się ludzi...ambiwalencja uczuciowa była tak silna ze skołowana zaniechałam jakichkolwiek prób wydostania się z mej wieży.
Księżyc stał się mym słońcem...uzmysławiającym każdej nocy jak bardzo jestem samotna…
Skazana bezapelacyjnie
otępiała rozrzedzającą się atmosfera egzystencji dotknąwszy dna ukradkiem przemyciłam w sobie iskierkę odwagi by mimo wszystko próbować.
8 lat separacji to zbyt dużo….tragiczny balet rozgrywający się an cienkiej czerwonej nitce musiał dobiec końca….finały mogły być dwa….
I tak oto ostrym nożem tnąc gęste powietrze mej samotni wykreślałam z mojego życia nieprzyjemne słowa.
z mrówczą wytrwałością szukałam odpowiedzi an wyciągnięte w nicości ręce
Uchwycić próbując głęboką jedność..coś co okaże się w końcu sensem…
w ten sposób udało mi się uratować w mej duszy pewną siłę i wiarę w to iż każdą sytuacje da się zmienić…
Mały kroczkami wychodziłam z lodowej komnaty….ogrzewana przez pomnienie słońca roztapiałam szybę dzieląc mnie od ludzi…
I choć nadal miewam momenty kiedy ich zwyczajnie się boje..kiedy reaguję lękiem i płaczem na spotkanie z nimi..kiedy wychodząc z domu jeszcze miewam momenty kiedy to wszystko mówi mi ażebym powróciła bo świat jest tak bardzo obcy i nieprzewidywalny to wiem że na tym całym strachem można zapanować...że można próbować z nim rozmawiać,negocjować…
Próby ujarzmienia niesfornego umysłu przynoszą efekty...nawet jeśli nauka trwa troszkę czasu…
Dziś jestem pewniejsza siebie….mam w sobie odwagę by iść do przodu z głową uniesioną ku górze..nie wstydzę się tego kim jestem czy też tego kim byłam.
Dziś buduje swój własny dom...rozwijam się,pracuje,współtworzę festival muzyczny,
działam…
żyję.
A samotność?
jest tylko echem odbijającym się po kątach...nie przeraża…
wtorek, 5 listopada 2013
Dziś jest nowy dzień.nie licząc cyfr odnajduję siebie...
Napoczęte emocje.
Nabrzmiałe poczucie wewnętrznej niejasności....
bo jak tak można?
Z niedowierzaniem zamykając oczy próbując wmówić sobie że to tylko sen....
Dziś jest nowy dzień.
Piękny dzień.
Żyję.
nie licząc cyfr
odnajduję siebie...
Nabrzmiałe poczucie wewnętrznej niejasności....
bo jak tak można?
Z niedowierzaniem zamykając oczy próbując wmówić sobie że to tylko sen....
Dziś jest nowy dzień.
Piękny dzień.
Żyję.
nie licząc cyfr
odnajduję siebie...
niedziela, 3 listopada 2013
piątek, 1 listopada 2013
Życie co nabiera wyraźniejszych kształtów....a ja nie bojąc się kroczę wciąż do przodu.
Coraz częstsze i dłuższe przerwy od bloga nieoznaczające przecież obumierania potrzeby i chęci gotowania/jedzenia/pisania.
Jakoś tak wychodzi...za późno wyciągnięty aparat przy posiłku,zabiegane poranki,popołudnia skąpane w (miłym) uczuciu zmęczenia.
Świat co staje się z każdą chwilą piękniejszy.
Życie co przyspiesza...i nie zgrzyta już niczym nienaoliwiona maszyna wypadająca z wytyczonych torów.
Jeszcze rok temu tak mało było mnie w tymże świecie.Tak dużo strachu we mnie.
Zaplątana w skomplikowaną sieć mechanizmów obronnych stojąca w miejscu z bagażem własnych doświadczeń myślałam,że nigdy nie znajdę sił by ruszyć.
By poruszyć cokolwiek co umożliwiało by jakikolwiek, najmniejszy nawet ruch.
Dziś posiadająca w sobie pewną odwagę czy też pewność idę do przodu.
Bojąc się jeszcze każdego przyszłego kroku nie zwalniam.nie zatrzymuje się...idę...ciągnę za sobą mój worek lęku i bólu...znalazłam koła które przymocowawszy do worka pozwalają lżej znosić trudy egzystencji.
I z każdym krokiem mole przeszłości co dziurawiły mi duszę stają się bledsze,mniejsze
Wierzę,że przyjdzie taki dzień ,w którym pozostanie z nich NIC.
Staję się niepoprawną optymistką??
Jakoś tak wychodzi...za późno wyciągnięty aparat przy posiłku,zabiegane poranki,popołudnia skąpane w (miłym) uczuciu zmęczenia.
Świat co staje się z każdą chwilą piękniejszy.
Życie co przyspiesza...i nie zgrzyta już niczym nienaoliwiona maszyna wypadająca z wytyczonych torów.
Jeszcze rok temu tak mało było mnie w tymże świecie.Tak dużo strachu we mnie.
Zaplątana w skomplikowaną sieć mechanizmów obronnych stojąca w miejscu z bagażem własnych doświadczeń myślałam,że nigdy nie znajdę sił by ruszyć.
By poruszyć cokolwiek co umożliwiało by jakikolwiek, najmniejszy nawet ruch.
Dziś posiadająca w sobie pewną odwagę czy też pewność idę do przodu.
Bojąc się jeszcze każdego przyszłego kroku nie zwalniam.nie zatrzymuje się...idę...ciągnę za sobą mój worek lęku i bólu...znalazłam koła które przymocowawszy do worka pozwalają lżej znosić trudy egzystencji.
I z każdym krokiem mole przeszłości co dziurawiły mi duszę stają się bledsze,mniejsze
Wierzę,że przyjdzie taki dzień ,w którym pozostanie z nich NIC.
Staję się niepoprawną optymistką??
poniedziałek, 28 października 2013
Jak się piecze-to najlepiej dużo :)
Jak się piecze to się piecze DUŻO.
Najlepiej coś na kolację,babeczki dla Niego i tarta owsiana dla mnie.
Wiele czasu i pracy?
Wątpię-wystarczy 40 minut z przerwami na rozmowę z znajomym i gotowe :)
Najlepiej coś na kolację,babeczki dla Niego i tarta owsiana dla mnie.
Wiele czasu i pracy?
Wątpię-wystarczy 40 minut z przerwami na rozmowę z znajomym i gotowe :)
niedziela, 27 października 2013
Wrocławska knysza-najlepsza na świecie.
Każdy kolejny dzień jest dość nieprzewidywalny.
Tak było i tym razem.
Nagła,spontaniczna decyzja by zrealizować kontrolowane szaleństwo.Bo przecież zdarza Nam się to co jakiś czas...
Knysza w jednej z wrocławskich galerii handlowych smakuje najlepiej :)
Tak było i tym razem.
Nagła,spontaniczna decyzja by zrealizować kontrolowane szaleństwo.Bo przecież zdarza Nam się to co jakiś czas...
Knysza w jednej z wrocławskich galerii handlowych smakuje najlepiej :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





