piątek, 10 stycznia 2014

Tyj Mała, tyj!

Mówi się, że pies podobny jest do właściciela.
Czy to prawda?
Hm, być może coś w tym jest!!

Lajla-kruszynka, której podobnie jak mi mówiono, że nie przeżyję.
Silna i dzielna.

I teraz, tak jak kiedyś mi  o Jej   życiu decydować miały cyferki na wadze.
Wzrost wagi o 20% oznaczać miał prawidłowe funkcjonowanie organów wewnętrznych
Z 527 gram w tydzień Lajla doszła do 630g!!!
Bawi się, gryzie, szczeka.
Lubi spać na plecach najlepiej na mojej głowie.
Je już nie co 2,5godziny, a co 3 i najważniejsze, że je sama i to już coś innego aniżeli mleko!





czwartek, 9 stycznia 2014

Czekolada.Dobra na wszystko?Mila Bubbly

Gdzie  się wiosna ma  podziała?
Gdzie cichy ptaków śpiew?

Za górą się schowała
pod śniegiem białym jest.

Uprzednio być może weselsza.
Dziś smutny wydźwięk ma.

W dużych oczach schował się dziś strach.
w dłoniach serce małe drży.
Potokiem słonych łez 
w wędrówkę udam się.
Nie wiedząc dokąd niesie prąd.
Dysforycznie patrząc w dal.



Zdecydowanie wolę wersję z białym nadzieniem.
Dobra ale Oreo nie przebije.

środa, 8 stycznia 2014

Czasem nie wiem nic.Albo wiem tak mało.

Cichy szelest wiatru.
Martwe płatki śniegu wirujące w nasłonecznionej przestrzeni.

Oślepiona mrokiem codziennych chwil spod grubej warstwy gruzu dopiero wydołowawszy się.
Z zgliszczy własnej cielesnej skorupy , z nicości  umysłu.
Stąpając po czystej już ziemi zdaje mi się, że potykam się o okruszki anorektycznego braku pomysłu na siebie.
Ta mozolnie klejona mozaika nowej mnie, niby to już ukończona pokazuje stały obraz mnie samej,lecz spoglądając głębiej widzę pełne niejasności szkiełka, które to czasem ocierając się o kant serca powodują niekontrolowane spazmy płaczu.
Poczucia niekoherencji.


Czasem nie wiem nic.
Albo wiem tak mało.

Czasem pragnę latać.
Zapomniawszy, że dopiero co nauczyłam się chodzić.

Nie muszę się już bać.
Pejzaż nocy także bywa piękny...
przecież utkany jest z miliona migoczących gwiazd...


Jestem szczęśliwa.
Jestem, nawet jeśli czasem w moich oczach widać przebrzmiałe chmury gradowe.

Tańczyć boso w deszczu,
moje postanowienie na Nowy Rok :)





piątek, 3 stycznia 2014

Wspólne śniadanie.



Wspólne śniadanie.
W trójkę już.

Jest nadzieja,
ale i ogromny strach.

Modląc się o jej zdrowie
głaszczę ją o główce.


Będzie dobrze,prawda?

czwartek, 2 stycznia 2014

Jest nadzieja.

Jest nadzieja.
Jest i już zawsze musi być!
Nie wolno przestać wierzyć.
Modlitwa przynosi efekty.


Możecie ciągle Nas oceniać, współobwiniać.
Jednakże, czy w tym momencie ważne jest akurat osądzanie winy?
Myślę, że najistotniejsze jest zdrowie Lajli.
Jej życie, bo zawisło na włosku.
I być może gdyby została dalej u Renaty S.z Legnicy lub trafiła do innych właścicieli to nie przeżyłaby.

Sylwester to niestety czas smutku.
Za to Nowy Rok przywitał nas znaczną poprawą zdrowia Małej.
Godziny spędzone w klinice.
Jelita Kruszynki zaczynają pracować.
Nadal nie chce sama jeść jednakże karmiona przez strzykawkę ładnie przyjmuje mleko.
Wieczorem Nasz piesek pierwszy raz szczeka, macha ogonkiem, bawi się.
Jak na szczeniaka przystało zaciekawiona zwiedza gabinet lekarski.
Bawi się swoją świnką ciągnąć ją za ogon.
Poziom cukru nie spada.Dziś rano jedynie miała lekko obniżony.
O 16 znowu ją widzimy.
Czekamy na rozmowę z lekarzem.
Ale wierzymy, że już za parę dni będzie z Nami.



wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowania roku nie będzie.

Ostatni dzień roku.
Powinnam chyba zrobić podsumowanie tych 365 dni.
Nakreślić wszystkie moje kroki do przodu, upadki, stagnacje.
Wyciągnąć jaką puentę.

Nie mam dziś na to sił.
Zamglona rzeczywistość rozgościła się pośród mnie.
Czas co zatrzymał się 24 grudnia.
Wszystko odtąd takie niewyraźne.
Tak jakby ktoś kazał mi oglądać czarno-biały film w zwolnionym tempie.
A ja zmęczona i przerażona kolejnymi klatkami taśmy filmowej nie mogłabym odwrócić głowy.

Na nitce zawieszona, kołysząc się na wszystkie strony
wyczekując wiadomości nie umiem znaleźć sobie miejsca
Tragiczny balet na krawędzi przepaści.

Budząc się nocy rozglądam się i szukam Małej.

wygrana w konkursie "Lubię siebie"

Croissant z serem żółtym, kawa. 
















niedziela, 29 grudnia 2013

Walczymy o życie Lajli.

Walczymy o życie Lajli.
Ma niecałe 6 tygodni i już zbyt dużo wycierpiała.

Po 12 godzinach u Nas już zaczęły się jej pierwsze problemy.
Silne wymioty, brak apetytu.
o godzinie 13 pojechaliśmy na kliniki.
Usg,próba wkłucia się, kroplówka, antybiotyk.
Diagnoza-zapalenie żołądka uaktywnione przez stres związany z nowym otoczeniem.

Wigilia.
Doglądanie Małej, tabletki.

Drugi dzień Świąt.
Znaczne osłabienie, odwodnienie, senność.
Telefon do weterynarza.
Kroplówka, glukoza, witaminy, antybiotyk.
Karmienie na siłę elektrolitami przez strzykawkę.
Kolejny dzień tak samo.

Wczoraj w nocy.
3.40 nad ranem budząc się i doglądając Lajlę słyszę Jej pisk.
Głowa mocno wygięta w górę,bezwład kończyn,drgawki.
Poszukiwania całodobowego weterynarza.
Około 4 Kruszynka jest już pod okiem specjalistów.
Tlen, glukoza, pies zaczyna się budzić do życia.
Do 20.00 w szpitalu dla zwierząt.
Przy wypisie pies stabilny, wydawać by się mogło, że zdrowszy
Powrót do domu-Lajla w końcu więcej chodzi, ładnie je specjalny płynny pokarm.
Zasypia.
I znowu  4.30....
Glukozę, którą dostaliśmy od lekarza trudno zaaplikować do pyszczka.
Telefon do kliniki.
Drżącą ręką biorę igłę i podskórnie wstrzykuje 4ml lekarstwa.
Lajla niepewnie otwiera oczy, serduszko, które przed chwilą biło tak bardzoooo słabo, teraz bije mocniej.
otwieramy jej pyszczek, glukozą smarujemy podniebienie, dziąsła, wchłania się przez błony.

Właśnie przebywa w szpitalu.


Najgorsze jest to, iż w związku z Jej nabyciem jest tyle nie  jasności ze strony hodowcy.
Nieprawidłowa książeczką zdrowia jak się okazuje, nadal nie znana dobra data narodzenie-dowiadujemy się, że hodowca w podobnym czasie ma 4 mioty.
Czy szczenię jest zaszczepione, odrobaczone?
Jak to możliwe, że weterynarz, który miał szczepić Lajlę mieszka w miejscowości oddalonej o ok 400km od miejsca odbioru?Czemu hodowca ryzykuje i zabiera paru tygodniowe psiaki w taką podróż, czy weterynarza nie w jej mieście?
Nie wiemy bo hodowca od momentu gdy usłyszał, że z piesek choruje nie odbiera telefonów.Usłyszeliśmy tyle, że nie bierze już odpowiedzialności za zdrowie psa.Tylko czy faktycznie?
Jak widać obojętny jest mu los pieska, który przecież narodził się w jej domu.

I trudno Nam diagnozować Lajlę. Książeczka-niby już ta prawidłowa ma dotrzeć dopiero po weekendzie, trudno jak widać zrobić przynajmniej skan stron ze szczepieniami.
Lepiej planować sylwestrową zabawę.


Ale nie odpuścimy.
Tam zostały jeszcze przecież inne szczeniaki.
A co gdy ich los jest taki sam?



edit.
Lajla czuję się troszkę lepiej.
W końcu możliwa było przeprowadzenie morfologi krwi-ma anemie.
Waży niecałe 600g.

Modlę się o jej zdrowie.